Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jack russell terrier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jack russell terrier. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 lipca 2012

Pepiś

Sezon trwa w najlepsze, a ja jestem obłożony pracą do tego stopnia, że nie mam czasu biegać i na bieżąco aktualizować bloga. Pracuję całymi dniami, a do tego wszystkiego często do późnej nocy i po prostu nie jestem w stanie wstać rano na bieganie. Ironia losu - lato, ciepło, a ja zamulam z bieganiem... Takie życie, prawdopodobnie wrócę do trybu joggingowego dopiero na jesień po sezonie.

Nie tylko ja jestem zawiedziony. Ostatnio zauważyłem, że Pepikowi rośnie brzucho od ciągłego wylegiwania się na kanapie. Do tego wszystkiego ten wzrok, gdy rano przechodzę obok szafki na buty...

Poniżej kilka fotek Pepika, które uzbierały się przez kilka ostatnich miesięcy :)





wtorek, 29 maja 2012

Spotkanie Jacków

Będzie o spotkaniu dwóch Jacków dwóch fotografów. Pewnego dnia dobiegając do mola w Sopocie, ku uciesze Pepika spotkaliśmy młodą suczkę Jack Russell Terriera. Pepisiowi bardzo się spodobała i od razu zaczął się popisywać, ja natomiast zrobiłem kilka zdjęć jak to mam w zwyczaju. Okazało się że właściciel suczki również jest fotografem i zna Pepika ze zdjęć. Skontaktowaliśmy się mailowo i obiecałem przesłać fotki ze spotkania, co zaraz uczynię. Pozdrowienia dla Michała, właściciela suczki, może jeszcze kiedyś będzie okazja się spotkać, bo psiaki ewidentnie miały się ku sobie :)




piątek, 30 grudnia 2011

Autor i jego pies

Pierwszy film wywołany i poskanowany - jest dobrze, mam kilka ciekawych kadrów :) Na początek jednak samoprezentacja dla tych, którzy mnie nie znają. Jeżeli ktoś się spodziewał wysportowanego biegacza o nogach długich a smukłych, to teraz rozwiewam wszelkie wątpliwości. 

Nie należę do tych fajnych biegaczy, których często mijam, odzianych w markowe oddychające kombinezony, z bidonem izotonicznego specyfiku przytroczonym do biodra, licznikiem kroków i bóg wie czym jeszcze. Jestem raczej okrągłej postury, a do biegania używam najgorszych łachów jakie mogę znaleźć w szafie - przecież i tak to zaraz przepocę :) Ostatnio zainwestowałem w pro buty do biegania, bo wcześniej i w tym względzie się nie przykładałem. Biegam już całkiem długo, bo od jakichś czterech lat z różną intensywnością, ale w miarę regularnie. Na promenadzie nadmorskiej jestem od jakichś dwóch lat, wcześniej biegałem po lasach Wrzeszcza i Złotej Karczmy.

No i rzecz najważniejsza, o której należy pamiętać. Nie biegam sam. Za każdym razem jak idę biegać, jest ze mną PePe mój wierny kompan. Zawsze niesie patyczek, a jak go przypadkowo zgubi, to ciągnie mnie za nogawkę i nie da rady biec dalej, póki nie znajdę mu nowego. 
Tacy właśnie jesteśmy dziwacy :)